null

Legenda o Rembertowie

Drukuj otwiera się w nowej karcie

LEGENDA O REMBERTOWIE

Dawno temu, kiedy Rembertów był małą, wiejską osadą położoną na terenie obecnego rezerwatu przyrody Kawęczyn mieszkający tu wspólnie w połączonych szałasach ludzie wiedli życie skromne i szczęśliwe mimo tego, że z dziada pradziada nie mogli opuszczać osady. Rembertowian ostatni z władców Rembertowa tak pokochał, że teren ten stał się krainą szczęśliwości. Z pokolenia na pokolenie mieszkańcy Rembertowa wiedzieli, że w zamian za swe szczęście rodzinne, miłość i przyjaźń  nie mogą pod żadnym pozorem oddalić się od osady. W przeciwnym razie dotknie ich zły los, a życie będzie oparte na trudzie i mozole pracy, nieporozumieniach i kłopotach. Niektórzy z mężczyzn zajmowali się rolnictwem, hodowlą zwierząt inni zaś chodzili na polowania. Natomiast kobiety  gotowały i wychowywały dzieci. Wśród mieszkańców osady panowała radość i harmonia. Nie było między ludźmi konfliktów. Choroby i kłopoty omijały Rembertów.

Pewnego dnia na świat przyszedł chłopiec, któremu  rodzice nadali imię Nadomit. Malec, jak tylko zaczął chodzić z uwagi na swój temperament zwany był przez wszystkich Powsinoga. Dziecko to od początku sprawiało wiele kłopotów swoim rodzicom i mieszkańcom osady. Nadomit uwielbiał samotne wędrówki. Chował się wówczas w gąszczach leśnych, bądź leżał na polanie patrząc w niebo i planując ucieczkę do innego świata. Powsinoga nie przestrzegał zasad obowiązujących w osadzie. Coraz częściej wspinał się na wysokie drzewa boru i próbował dostrzec co dzieje się poza Kawęczynem.  Upominany przez dorosłych zamyślał się, nie reagował na żadne tłumaczenia i zamykał się w szałasie.

Kiedy nadeszła wiosna Powsinoga poprosił mamę, aby uszyła mu plecak. Ta spełniła prośbę syna, myśląc że chłopiec zamierza zbierać dary lasu. Nadomit jednak od dawna planował ucieczkę z osady Rembertów. Już zimą gromadził wędzone mięso i ryby oraz suszył pieczywo. Czekał na sprzyjającą okazję, by uciec. Pragnął ponad wszystko wolności. Wykorzystał okazję, gdy mężczyźni wyruszali na polowanie do lasu. Chłopak poprosił rodziców  o zgodę na odprowadzenie ojca na polowanie. Dorośli zaakceptowali propozycję syna, gdyż uznali, że Nadomit powinien zacząć przygotowywać się do trudnej sztuki myśliwskiej. Chłopak wziął uszyty przez matkę plecak, w którym miał zgromadzoną żywność. Gdy Nadomit wraz z mężczyznami dotarł do skraju lasu, chłopak czule pożegnał się z ojcem i obiecał, że powróci do matki.

Niestety Nadomit postanowił przekroczyć granice boru, by poznać nieznany dotąd świat. Po trzech dniach morderczej wędrówki Nadomit opadł z sił i postanowił odpocząć pod drzewem. W pewnym momencie przestraszony chłopak zerwał się na równe nogi. Przed nim stała zjawa ostatniego władcy Rembertowa. Była to postać spowita we mgle, jedynie złota korona płonęła blaskiem. Chłopak rażony tą poświatą złota padł na kolana przed zjawą. Wówczas ta przemówiła głosem nieznoszącym sprzeciwu:

- Jakim prawem złamałeś mój zakaz i opuściłeś osadę oraz minąłeś granicę boru?

- Ja, ja chciałem zobaczyć inny świat...-wybąkał pod nosem Nadomit

- Ty bezmyślny, samolubny młokosie! W ten sposób sprowadzisz nieszczęście na ludzi żyjących w osadzie  – krzyczała zjawa

- Nie chcę tego – drżącym głosem rzekł chłopak

- Kocham ludzi z Rembertowa i dam Ci jeszcze jedną szansę. Wróć do osady. W przeciwnym razie nastąpi istotna zmiana w życiu tych ludzi. Nie będzie ono już tak beztroskie jak do tej pory. Każdy będzie pracował w pocie czoła. Osadę opanują choroby, spory i niepowodzenia – rzekła sucho zjawa

- Nie, nie wrócę! Chcę poznać inny, nowy świat! – zaczął krzyczeć Nadomit

- Bądź przeklęty – wrzasnęła zjawa, po czym zginęła we mgle.

Nadomit wstał, jak gdyby nic się nie wydarzyło i poszedł dalej w głąb lasu. Gdy mijał kolejną partię lasu i wydawało mu się, że wychodzi z boru jego oczom ukazywała się zjawa króla. Jej szyderczy śmiech powodował, że przed chłopakiem pojawiały się znów drzewa. I tak to chłopak do dziś  błąka się po lesie szukając swego szczęśliwego, nowego świata. Nie zaznał on już nigdy spokoju, miłości i ciepła rodzinnego a jedynie zgryzotę, ból, tęsknotę i rozpacz. W ten sposób poniósł on karę za swoje postępowanie i złamanie podstawowej zasady. 

W tym czasie w osadzie Rembertów zaszły istotne zmiany. Mieszkańcy szukali Nadomita przez kilka dni, przeczesując bezskutecznie las, gąszcze i haszcze. Matka chłopca czuła swym wrażliwym sercem, że Powsinoga uciekł. Martwiła się o syna oraz mieszkańców osady. Wkrótce po powrocie mieszkańców z poszukiwań w osadzie zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ludzie toczyli spory, ile komu należy się mięsa i leśnych owoców. Zewsząd dochodziły okrzyki kłótni i pretensji. Najwięksi dotąd przyjaciele stawali się wrogami.

Nagle po pięciu dniach pojawiła się zjawa spowita we mgle. Mieszkańcy nie zwracali na nią uwagi będąc pochłonięci walką o byt. Była to zjawa dawnego władcy Rembertowa. Porozsuwała szałasy, wytyczyła drogi i w ten sposób rozdzieliła ludzi. Następnie zaczęła dotykać swym berłem Rembertowian, ich szałasy i nakazywała mieszkańcom wykonywanie określonej pracy. I tak niektórzy ludzie stawali się szewcami, inni szkutnikami, kominiarzami, kaletnikami, kapelusznikami, czy też pastuszkami wykonując odtąd ciężką pracę w pocie czoła. Mieszkańcy Rembertowa, nie mogli liczyć wzajemnie na siebie i zaczęli martwić się o każdy następny dzień. Doznawali chorób, rozczarowań i zgryzoty.

Nocą widać jak nad lasem unosi się łuna. Minęło wiele wieków, a zjawa Nadomita z Rembertowa nadal błąka się po rezerwacie Kawęczyn. Starzy Rembertowianie powiadają, że nieraz widzieli jak próbuje on bezskutecznie usiąść pod drzewem. Za każdym bowiem razem słychać szyderczy śmiech i złotą poświatę dawnego władcy Rembertowa.

Na cześć pierwszych ludzi mieszkających w osadzie ulice w nowo powstałej dzielnicy Rembertów noszą dziś nazwy: Szkutników, Szewska, Kominiarska, Kapelusznicza, czy też Kaletnicza.  

Paula Tomaszek
mieszkanka Rembertowa, uczennica klasy 2a Gimnazjum nr 33 
z Oddziałami
Dwujęzycznymi im. Stefana Batorego w Warszawie